Hawana, Kuba. Mieszkańcy wyszli na ulice. Gwałtowne protesty wstrząsnęły stolicą z powodu najgorszych od dziesięcioleci przerw w dostawie prądu. Przyczyną jest chroniczny brak paliwa, pogłębiony przez trwającą od lat blokadę gospodarczą nałożoną przez USA. Te powtarzające się awarie paraliżują życie codzienne i gospodarkę. Infrastruktura energetyczna Kuby jest przestarzała i niedoinwestowana.
„Po co nam lodówka, skoro nie ma prądu? Chcemy tylko trzech godzin dziennie,” powiedział jeden z mieszkańców agencji Reuters, wyrażając powszechną frustrację. Ta desperacja doprowadziła do największych demonstracji od stycznia, kiedy kryzys energetyczny zaczął się drastycznie nasilać. Amerykańskie sankcje, w tym ustawa Helmsa-Burtona, ograniczają inwestycje i dostęp do rynków międzynarodowych.
Kubańczycy zmagają się z powszechnymi przerwami w dostawie energii, które są codziennością. Brak paliwa uderza w podstawowe funkcjonowanie państwa i codzienne życie. Blokada gospodarcza, zaostrzona dekady temu, ogranicza dostęp do kluczowych surowców, w tym ropy. Kryzys paliwowy ma bezpośredni wpływ na zdolność generowania energii.
W niektórych dzielnicach, gdzie na krótko przywrócono zasilanie, tłumy wiwatowały. Ludzie na chwilę rozchodzili się do domów, by naładować telefony czy schłodzić jedzenie. To krótkotrwałe ulgi nie niwelują jednak systemowego problemu. Protesty odzwierciedlają głębokie zmęczenie społeczeństwa, które od lat boryka się z niedoborami i trudnościami.
Demonstracje w Hawanie. Kubańczycy wyczerpani kryzysem
Setki Kubańczyków wyszły na ulice. Protestujący blokowali drogi, używając płonących śmieci jako barykad. Uderzali w garnki, tworząc kakofonię niezadowolenia. Skandowano hasła: „Włączcie światło!” i „Zjednoczony naród nigdy nie zostanie pokonany”. Te demonstracje objęły kluczowe dzielnice, w tym Lawton i Dolores, gdzie frustracja sięgnęła zenitu. Informacje o tych protestach szybko rozprzestrzeniły się w mediach społecznościowych, w tym na platformie X (dawniej Twitter), co pozwoliło na szersze dotarcie do opinii publicznej.
Siły bezpieczeństwa w dużej mierze obserwowały. Nie podejmowały interwencji, co było znaczącym odejściem od typowych reakcji władz na protesty. Ta bierność może wskazywać na skalę problemu, internalizację gniewu społecznego przez samych funkcjonariuszy, lub wewnętrzne kalkulacje reżimu. To rzadki widok na Kubie, gdzie manifestacje są ściśle kontrolowane, a ich stłumienie często jest natychmiastowe.
Społeczeństwo mierzy się z katastrofą humanitarną. Pracownik socjalny Alonso opisał tragiczną sytuację. Brak prądu oznacza psucie się żywności, co w kraju borykającym się z niedoborami, stanowi katastrofę. Osoby starsze i chore cierpią bez wentylacji czy lodówek na leki. „Problem ma charakter bytowy, a nie polityczny,” podkreślił Alonso. Ludzie walczą o podstawowe warunki do życia, niekoniecznie o zmiany ustrojowe. Jednak skala problemów bytowych może szybko przerodzić się w żądania polityczne, jeśli władze nie znajdą rozwiązań.
Kryzys energetyczny osiągnął apogeum. Minister energii i górnictwa, Vicente de la O Levy, potwierdził poważne problemy. Kuba wyczerpała zapasy paliwa. Sieć energetyczna znajduje się w stanie krytycznym. Blackouty trwają 20-22 godziny dziennie, paraliżując życie codzienne. Minister przyznał, że sieć jest zasilana wyłącznie własnymi, niewystarczającymi zasobami. Import paliwa stał się niemożliwy przez braki walutowe i restrykcje. Wpływa to na każdą gałąź gospodarki, od rolnictwa po przemysł, pogłębiając spirale niedoborów i zmuszając do drastycznych cięć w transporcie i usługach.
Kryzys na Kubie. Brakuje ponad 90. proc. leków i środków medycznych
System opieki zdrowotnej na Kubie jest na krawędzi. Brakuje ponad 90% leków i podstawowych środków medycznych. To dramatyczne dane, potwierdzone przez państwowy urząd statystyczny Onei. Portal 14ymedio donosi o masowych zakupach na czarnym rynku, co czyni leki niedostępnymi dla większości społeczeństwa. Szpitale walczą z niedoborami wszystkiego – od bandaży po podstawowe antybiotyki. Operacje są przekładane, a chronicznie chorzy pozostawieni sami sobie. Choroby, które wcześniej były łatwe do wyleczenia, stają się śmiertelnym zagrożeniem. Brak prądu dodatkowo komplikuje sytuację, uniemożliwiając działanie sprzętu medycznego i przechowywanie wrażliwych leków. To całkowicie podważa niegdyś chlubę kubańskiego systemu zdrowia.
Kryzys przyciągnął uwagę międzynarodową. Donald Trump, były prezydent USA, nazwał Kubę „państwem upadłym”. Zadeklarował gotowość do rozmów o pomocy humanitarnej. Władze wyspy miały prosić o takie wsparcie. Deklaracja Trumpa wpisuje się w złożoną historię relacji amerykańsko-kubańskich, naznaczonych embargiem i próbami interwencji. Pytanie o faktyczną możliwość udzielenia pomocy pozostaje otwarte, biorąc pod uwagę polityczne zawiłości i wymogi stawiane przez USA. Wcześniejsze oferty pomocy często napotykały na opór władz kubańskich.
Geopolityka pogłębia kryzys. Administracja Trumpa odcięła Kubę od dostaw surowców energetycznych. To było bezpośrednią konsekwencją jej polityki wobec Wenezueli. Po obaleniu Nicolasa Maduro, Wenezuela, będąca przez lata głównym dostawcą ropy, przestała wspierać kubańską gospodarkę. To zerwanie kluczowych więzi energetycznych doprowadziło Kubę do obecnej zapaści. Kraj szuka nowych źródeł dostaw, ale napotyka na trudności spowodowane sankcjami i brakiem środków. Konsekwencje tego posunięcia są odczuwalne w każdym aspekcie życia na wyspie, od transportu po rolnictwo. Kryzys w Wenezueli miał zatem dalekosiężne skutki dla stabilności energetycznej Kuby, skazując ją na jeszcze większą izolację.












