Wiadomosci Wroclawskie

Wrocławskie wiadomości, wydarzenia i analizy

Bednary: Konflikt o hałas spadochroniarzy Sky Camp. Mieszkańcy walczą o ciszę

Bednary: Konflikt o hałas spadochroniarzy Sky Camp. Mieszkańcy walczą o ciszę

Mieszkańcy okolic lotniska w Bednarach w Wielkopolsce od kilku lat walczą z hałasem samolotów latających ze skoczkami spadochronowymi. Twierdzą, że maszyny krążą nad ich domami nawet przez osiem godzin dziennie, a skoczkowie latają tuż nad ich domami. Interesy obu grup wydają się nie do pogodzenia. Materiał „Interwencji”.

Wizualne przedstawienie protestu mieszkańców, wzmacniające przekaz artykułu o konflikcie, ukazuje grupę osób z transparentami „STOP HAŁASOWI” i „STOP DLA SKY CAMP”, z megafonem w dłoniach, by podkreślić ich zdeterminowanie.

Interwencja Mieszkańcy protestują przeciwko hałasowi generowanemu przez skoki spadochronowe organizowane przez Sky Camp

Mieszkańcy okolic lotniska w Bednarach w Wielkopolsce od lat mierzą się z narastającym problemem. Ich domowy spokój systematycznie zakłócają maszyny latające w ramach działalności spadochronowej firmy Sky Camp. Skargi dotyczą ciągłego, intensywnego hałasu, który, jak twierdzą, negatywnie wpływa na ich zdrowie i jakość życia. Problem, początkowo bagatelizowany, przerodził się w poważny konflikt społeczny, eskalując do punktu, gdzie **interwencje lokalnych władz** okazują się nieskuteczne, a mieszkańcy zmuszeni są szukać sprawiedliwości w sądzie.

Świadectwa Mieszkańców – Początki Problemu

Ludmiła Piosik jest emerytką. W 2016 roku kupiła z mężem działkę w miejscowości Karczewko w Wielkopolsce. Wybór padł na tę lokalizację w poszukiwaniu wymarzonej ciszy i spokoju po latach pracy. Planowali spokojną jesień życia, ciesząc się zielenią i brakiem miejskiego zgiełku. Niestety, od **2021** roku ich sielanka została brutalnie przerwana. Wraz z intensyfikacją działalności spadochronowej nad ich głowami, dom, który miał być ostoją, stał się centrum nieustannej walki z uciążliwym hałasem. Dziś pani Ludmiła zamiast relaksu, każdego weekendu doświadcza drgań i ryku silników, co całkowicie odebrało jej możliwość odpoczynku.

Pięć kilometrów dalej w Bednarach, w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska, mieszka Magdalena Przesławska. – Samoloty wylatują zza tych drzew – relacjonuje, wskazując na pobliskie zadrzewienie. Jej zeznania podkreślają dramatyczną skalę problemu. Maszyny latają na wyjątkowo niskich wysokościach, generując ogłuszający ryk silników, który wdziera się do każdego zakamarka jej domu. Ten ciągły hałas powoduje nie tylko fizyczny dyskomfort, ale także stałe poczucie zaniepokojenia i stresu, uniemożliwiając normalne funkcjonowanie i wypoczynek w jej własnym ogrodzie.

Samoloty latają nad ich domami. Mieszkańcy narzekają na hałas

Panie Magdalena i Ludmiła od kilku lat protestują przeciwko działalności firmy, która organizuje w ich okolicy skoki spadochronowe. Ich walka trwa nieprzerwanie, a uciążliwość hałasu porównują do koszenia trawy przez **8 godzin dziennie**, każdego dnia tygodnia. To porównanie doskonale oddaje monotonną i wyczerpującą naturę dźwięków, które pozbawiają ich możliwości odpoczynku i skupienia. Zbieranie podpisów pod petycjami wśród sąsiadów okazało się nadspodziewanie efektywne, co świadczy o skali niezadowolenia i jedności mieszkańców w obliczu wspólnego problemu. Wspólnie starają się zmusić władze i operatora lotniska do podjęcia konkretnych działań, które zmniejszą uciążliwość hałasu.

Problemem nie jest jedynie hałas, ale także bezpośrednie zagrożenie. – Spadła o godzinie **21.00** na moją posesję spadochroniarka. Od rana do wieczora ja mam tutaj poligon desantowy – alarmuje Magdalena Przesławska. Ten incydent jest drastycznym przykładem braku bezpieczeństwa. Spadochroniarze, jak twierdzą mieszkańcy, latają tuż nad ich domami, czasem na tak niskich wysokościach, że słychać „dzikie wrzaski”. To wszystko tworzy poczucie zagrożenia, naruszając prywatność i spokój, czyniąc z posesji mieszkańców tereny do ćwiczeń spadochronowych, a nie bezpieczne domy.

ZOBACZ: [Sołtys pomagała choremu sąsiadowi. Sprawą zajęła się prokuratura]

Okoliczni mieszkańcy organizują protesty, by zwrócić uwagę na specyfikę generowanego hałasu. – Na normalnym lotnisku ten hałas jest tylko przy starcie oraz lądowaniu – wyjaśnia Renata Ogórkiewicz. Kontrastuje to z działalnością **Sky Camp**, gdzie samoloty nieustannie krążą, wprowadzając spadochroniarzy na dużą wysokość. Ta ciągła obecność maszyn w powietrzu, z powtarzalnymi cyklami wznoszenia, generuje specyficzny, pulsujący dźwięk, który jest znacznie bardziej męczący niż krótkotrwały hałas startu i lądowania. Zamiast krótkiego incydentu, mieszkańcy doświadczają nieprzerwanej kakofonii, która uniemożliwia normalne życie przez wiele godzin.

Dane z aplikacji śledzącej loty potwierdzają skalę problemu. – Te kręgi, ta czerwona linia, to są dane z Flightradar. W tym dniu mamy **19 lotów** – informuje Wojciech Gośliński, prezes Fundacji Twoja Zielonka. Przedstawione dowody są bezsprzeczne. Analiza danych z Flightradar wykazała, że w ciągu jednego dnia odnotowano ponad **70 kręgów** nad głowami mieszkańców, co przekłada się na prawie **8 godzin** ciągłego hałasu. Jego natężenie, mierzone na poziomie **70-80 dB**, jest porównywalne do hałasu odkurzacza lub ruchliwej ulicy, co przekracza normy komfortu akustycznego w strefach mieszkalnych i znacząco wpływa na zdrowie i samopoczucie. Długotrwałe wystawienie na taki poziom hałasu może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych.

Jacek Kowalczak opisuje tę uciążliwość w sposób niezwykle plastyczny. – Każdą sobotę, niedzielę lub też często w czwartek, piątek wstajemy i włączony jest od razu tak zwany świder – mówi, opisując ciągły, całodzienny hałas, który jest synonimem monotonnej i przenikliwej wiertarki. Ten „świder” to nie tylko głośny dźwięk, ale przede wszystkim symbol nieustannego zakłócania spokoju, który szczególnie w weekendy, gdy ludzie pragną odpocząć, staje się nieznośny. Zamiast relaksu, mieszkańcy doświadczają nieustannej presji akustycznej, która odbiera im możliwość regeneracji sił.

Nawet zamknięcie okien nie przynosi ulgi. – Zamknęliśmy drzwi, okna od tarasu i w domu słuchaliśmy muzyki. To nie idzie po prostu wytrzymać – podkreśla Janusz Leyko. Jego słowa dobitnie świadczą o intensywności hałasu, który przenika przez ściany i okna, uniemożliwiając ucieczkę. Nawet próba zagłuszenia go muzyką okazuje się daremna. Taki stan rzeczy ma katastrofalny wpływ na sen i ogólny komfort życia, czyniąc z domów mieszkańców pułapki akustyczne, gdzie relaks i spokój stają się luksusem nieosiągalnym przez większą część tygodnia.

Hałas ma realne konsekwencje zdrowotne. – W związku z tym mamy problemy natury psychicznej, natury fizycznej. Nie chcemy, żeby taka działalność odbywała się naszym kosztem – alarmuje Renata Ogórkiewicz. Długotrwałe narażenie na wysokie natężenie hałasu prowadzi do chronicznego stresu, zaburzeń snu, problemów z koncentracją, a nawet zwiększonego ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Mieszkańcy podkreślają, że nie są przeciwni działalności lotniczej w ogóle, ale domagają się, aby nie odbywała się ona kosztem ich zdrowia i podstawowego prawa do spokojnego życia we własnych domach. Ich cierpienie jest ceną, którą płacą za biznes spadochronowy.

Mieszkańcy protestują. Urzędnicy są bezradni

Urzędnicy znają problem, ale wydają się bezradni, co tylko pogłębia frustrację mieszkańców. – Starosta poznański nałożył na zarządzającego lotniskiem obowiązek sporządzenia przeglądu ekologicznego – informuje Paweł Jazy ze Starostwa Powiatowego w Poznaniu. Niestety, badania hałasu przeprowadzone w ramach tego przeglądu, których wyniki opierają się na pomiarach, nie wykazały przekroczenia dopuszczalnego poziomu wynoszącego **60 dB**. Ten wynik jest dla mieszkańców szokujący i niewiarygodny. Podważają rzetelność tych badań, sugerując, że metodologia pomiarów nie odzwierciedla faktycznej, długotrwałej ekspozycji na hałas, a sam proces pomiarowy mógł być manipulowany. Urzędnicza machina, mimo świadomości problemu, nie dostarcza skutecznych rozwiązań.

Rzetelność przeprowadzonych badań jest kwestionowana. – Mamy akurat możliwość zilustrowania tego, co jest nie tak z tymi badaniami. Są udokumentowane trasy samolotu – mówi Michał Remiszewski. Zespół mieszkańców przedstawił dowody w postaci danych z **Flightradar**, sugerując, że firma **Sky Camp** mogła świadomie omijać punkty pomiarowe. To pozwalało uzyskać wyniki w granicach normy, podczas gdy rzeczywista uciążliwość hałasu pozostawała bez zmian. Ta sytuacja podważa zaufanie do oficjalnych instytucji i sugeruje, że brakuje niezależnego nadzoru, który zapewniłby obiektywność i wiarygodność pomiarów, co jest kluczowe dla rozwiązania konfliktu.

ZOBACZ: [Bez pieniędzy za zniszczony dom. Zabrakło… kilku metrów na mapie]

Dziennikarze „Interwencji” pojechali na lotnisko, żeby porozmawiać z organizatorem skoków spadochronowych. Sebastian Dratwa, prezes Stowarzyszenia Spadochronowy Klub Sportowy Sky Camp, odpiera zarzuty o omijanie punktów pomiarowych, tłumacząc kierunek startów warunkami wiatrowymi i potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa skoczków. Dodatkowo, weekendowy charakter działalności uzasadnia dużym popytem na skoki spadochronowe, co czyni te dni kluczowymi dla funkcjonowania firmy. Podkreśla, że firma działa legalnie, posiadając wszystkie niezbędne pozwolenia. Argumentuje, że ograniczenie lotów wpłynęłoby negatywnie na działalność klubu i promocję sportów spadochronowych. Jednak dla mieszkańców argumenty te nie są wystarczające wobec codziennego cierpienia, z jakim się borykają, i domagają się konkretnych działań mających na celu redukcję hałasu.

Wobec braku skutecznych działań, Ludmiła Piosik zdecydowała się na radykalny krok. – Złożyłam pozew do sądu, bo się nie da żyć. Chcę, żeby oni albo w ogóle nie latali, albo nie latali w weekend – oświadcza. To pokazuje desperację, ale i determinację mieszkańców. Pozew sądowy ma być ostatnią deską ratunku w walce o prawo do normalnego życia. Pani Ludmiła domaga się całkowitego zakazu lotów lub przynajmniej ich ograniczenia w weekendy, aby mogła odzyskać choć namiastkę spokoju. Ta sprawa może stać się precedensem dla podobnych konfliktów w całej Polsce, podkreślając wagę praw jednostki wobec działalności gospodarczej.

Eskalacja konfliktu przyjmuje niepokojące formy. – Dostaliśmy wszelkie pozwolenia, zapłaciliśmy pieniądze, żeby zamanifestować to, do czego mamy prawo manifestować – relacjonuje Wojciech Gośliński, mówiąc o zniszczeniu banerów protestacyjnych. Ten incydent jest poważnym naruszeniem prawa i pokazuje rosnące napięcie. Zniszczenie transparentów, mimo uzyskania wszelkich pozwoleń na manifestację, to akt wandalizmu i jawny sygnał, że konflikt wkracza w coraz ostrzejszą fazę. Takie działania utrudniają dialog i zwiększają poczucie zagrożenia wśród protestujących mieszkańców.

Konflikt się zaognia. „To my dostajemy pogróżki”

Sytuacja wokół lotniska w Bednarach coraz bardziej się zaognia. Mieszkańcy doświadczają nie tylko hałasu, ale i realnych gróźb. – Ktoś wyjechał z bazy Sky Campu, wjeżdżaj – to fragment niedokończonego cytatu, który budzi poważne obawy, sugerując incydenty lub groźby, które miały miejsce w stosunku do protestujących. Te słowa wskazują na narastającą wrogość i poczucie zagrożenia, które towarzyszy mieszkańcom. Konflikt, który rozpoczął się od walki o ciszę, ewoluował w spiralę zastraszenia. Mieszkańcy, pomimo formalnych pozwoleń na protesty, mierzą się z nieetycznymi i potencjalnie nielegalnymi działaniami. Ta eskalacja wymaga natychmiastowej uwagi ze strony organów ścigania, aby zapewnić bezpieczeństwo i podstawowe prawa obywatelskie tym, którzy domagają się jedynie spokoju we własnych domach.